Polski

Pomnik Portiusa

Najnowsza atrakcja miasta, warta odwiedzenia przede wszystkim dla postaci, którą upamiętnia i tworzącego się klimatu tego miejsca.


Urodzony ok. 1600 r., Robert Gilbert Portius Lanxeth, w Krośnie pojawił się ok. 1620 jako pomocnik bogatego kupca – także pochodzącego ze Szkocji - Jana Laurenstena. Kiedy patron padł ofiarą morowego powietrza w 1623 r., Portius postanowił się asymilować w nowej ojczyźnie – przeszedł na katolicyzm pod imieniem Wojciech i najpewniej przejął po Laurenstenie interesy, skoro już w 1626 r. młody kupiec był w stanie nabyć jedną z większych kamienic w rynku – zwaną dziś Kamienicą Portiusa (nr 27). Kupił ją od młodego medyka - doktora Pawła Mamrowicza – rzucając przy okazji czar na jego matkę – Annę, wdowę po Bartłomieju Mamrowiczu, pochodzącą z jednej z najzamożniejszych krośnieńskich rodzin – Hesnerów. Ożenek z Anną, jedną z najbogatszych krośnianek, wywindował go błyskawicznie między najdostojniejszych mieszkańców miasta. Już w 1629 r. wymieniany był jako jeden z dwóch najbogatszych kupców w Krośnie, a przecież miał dopiero 30 lat.

Handlował w Koronie i na Litwie, ze Śląskiem i księstwami Rzeszy Niemieckiej, Prusami i Gdańskiem oraz rzecz jasna ze Szkocją. A przede wszystkim z Węgrami, skąd sprowadzał wino. Dzięki doskonałym kontaktom z Madziarami zawarł "kontrakt życia", stając się dostawcą win węgierskich na dwór Zygmunta III Wazy. Z zadania tego musiał wywiązywać się dobrze, skoro w kwietniu 1632 r. sejm na wniosek umierającego już króla nadał Portiusowi przywilej serwitoriatu, wyłączający go jako bezpośredniego sługę królewskiego spod wszelkiej władzy miejskiej. Miejskiego sądownictwa, wszelkich ceł, podatków i innych opłat obowiązujących w mieście. Co więcej, ten wymarzony status utrzymał za kolejnego monarchy - Władysława IV, który na dodatek mianował go osobistym królewskim faktorem. Także trzeci Waza na polskim tronie popierał nadwornego dostawcę win węgierskich - wkrótce po objęciu tronu Jan Kazimierz odnowił Portiusowi wszystkie przywileje.

Kontaktom Portiusa z dworem królewskim Krosno wiele zawdzięcza. Kiedy bowiem w 1638 r. spłonęła krośnieńska fara, król Władysław IV odwdzięczył się swemu faktorowi, oddając do jego dyspozycji swego nadwornego malarza, wenecjanina Tomasza Dolabellę. Jego dziełem jest zapewne obraz w ołtarzu głównym, jego współpracownicy stworzyli natomiast unikatową dekorację malarską wnętrza świątyni. Powodzenie w interesach nie oznacza szczęścia – ze związku z Anną urodziło się Portiusowi troje dzieci -- syn Stanisław i dwie córki - Wiktoria i Agnieszka, zmarły one niestety przedwcześnie, zapewne ok. 1640 r. W roku 1648 r. zmarła i Anna. Od tego czasu Portius staje się innym człowiekiem - bardziej bezwzględnym, nie liczącym się z opiniami. Nawet szlachta skarżyła się na niego, iż "wielkie uciśnienie ponosi stan szlachecki przez zdrożenie wina", zaś mieszczanie, trzymani żelazną ręką, w jego działalności widzieli jedną z przyczyn upadku miasta - a to dlatego, iż "przez swe bogactwa cały handel krośnieński w swoje ręce zagarnął i grunta miejskie w zastawie trzymał". Ufny w poparcie królewskie, wyłączony spod miejskiej i szlacheckiej jurysdykcji, Portius rządził miastem bezwzględnie, zostając nawet komendantem wojskowym Krosna.

Dopiero kiedy w 1660 r., uderzył w gniewie chłopca i ten po kilku tygodniach zmarł, przyszła refleksja i koniec bezkarności. Portius trafił do wieży, odsiadując zresztą tylko połowę wyroku, resztę bowiem król mu darował. Zmarł nagle w styczniu 1661 r. podczas uczty, jak twierdzi jedno ze współczesnych źródeł skutkiem... trucizny. Wspaniały pogrzeb odbył się 10 lutego 1661 r., a w ceremonii z nakazu biskupa przemyskiego Stanisława Sarnowskiego uczestniczyło ponad 100 kapłanów. Spoczął oczywiście w swej ukochanej świątyni farnej.

Ta niezwykła, jakże barokowa, postać – pełna ofiarności z jednej i bezwzględna z drugiej strony, pozostawiła wyjątkowo wiele śladów w mieście nad Wisłokiem. Gmerk Portiusa - mieszczański odpowiednik herbu szlacheckiego, znajdziemy w wielu miejscach, szczególnie krośnieńskiej fary, obok której stanął pomnik. Wykonany z brązu wg projektu Kamila Słowika ma ponad 2,5 metra wysokości i waży ok. 300 kilogramów. Towarzyszą mu arkady, pod którymi stanęły ławki i stoliki

Pomnik Portiusa

fot. arch. Arete sp. z o. o.